Type and press Enter.

Potrzeby psa: dekompresja i ruch. Przyczyna problemów behawioralnych.

Coraz częściej słyszy się o dekompresji w życiu psa. Co to właściwie jest i czy to nowomowa trenerska oznacza po prostu spacery z pieskiem? Tak i nie! W tym wpisie chce powiedzieć Wam o właśnie dekompresji i naturalnych potrzebach psa oraz pokazać, dlaczego jest to tak bardzo ważne w ich życiu. Będą przykłady odnoszące się do nas samych, bo to wszystko jak zawsze się pokrywa.

 

Co to jest dekompresja psa?

Właściwie nie wiem komu i skąd się wziął taki termin, stawiam, że przyszedł od amerykańskich trenerów. Dekompresja według słownika oznacza tyle, co zmniejszenie ciśnienia. I jeśli myślimy o wewnętrznym ciśnieniu psa, czyli jakimś nieokreślonym tworze, który bardziej fachowo można by nazwać stresem, przebodźcowaniem, frustracją (również wywołaną nadmierną ilością bądź złym treningiem), lękiem, nagromadzoną energią (dobra, to nie było zbyt fachowe) to tak, dekompresja będzie właśnie miała na celu rozluźnienie ciała i umysłu psa, spuszczenie z niego ciśnienia.

Chodzi tu o odcięcie psa od bodźców, które ma na co dzień, albo ich zminimalizowanie, rozchodzenie stresu np. w lesie, swobodę (nienapiętą smycz), możliwość eksploracji, węszenia, kopania dołków, pływania, biegania, chodzenia. Robienie tego, co dla psa naturalne.

Czy maty węchowe dla psa, gryzaki i lickimaty to dekompresja?

Nie. Lickimaty, gryzaki i maty węchowe, a nawet inne domowej roboty gadżety jak chowanie karmy w rolkach po papierze toaletowym nigdy nie zastąpią luźnych i długich spacerów. Mogą być co najwyżej fajnym do nich dodatkiem czy jakąś próbą urozmaicenia psu czasu i zmęczenia głowy. Szczerze mówiąc, mieszkając na wsi w lesie, moje psy nie dostają ani gryzaków, ani mat węchowych (ok sorry mam kule sniffule, ale nie użytą raz na ruski rok) ani tym bardziej lickimat i absolutnie ich nie potrzebują. Są to na pewno produkty, które dobrze się sprzedają i ładnie wyglądają, ale za tę kasę zatankuj dobrze auto i pojedź z psem na długi spacer do lasu, zobaczysz, że pójdzie spać, zanim wyjmiesz z szafy fikuśną matę węchową.Oczywiście są to fajne dodatki do życia psa lub ratujące sytuację elementy,gdy pies np. jest po operacji i nie może spacerować.

Czy trening psa to dekompresja?

Nie. Chociaż uważam trening za coś ważnego w życiu psa, coś, co podtrzymuje naszą współpracę i więź (psy już od czasów początków udomowienia współpracowały z ludźmi przy polowaniach na wspólną zdobycz),  rozwija umysł i ciało i jest absolutnie ekstra fajnym hobby i spędzaniem czasu, a nawet pasją, to nie może być treningu bez dekompresji. Mówi się, że niektóre rasy pracujące jak np. border collie czy malinois potrzebują treningu i zgadzam się z tym, ale musi być on w równowadze z tą mityczną dekompresją. Jeśli będziemy tylko trenować z psem, a nie wychodzić na spacery (uwierzcie, są takie osoby i to nawet wygrywające poważne zawody, także tak pies nadal może wygrywać i być sfrustrowany w ciągu dnia) to pies nigdy nie będzie spokojny i np. nie zaśnie wam poza klatką, albo będzie ciągle wymuszał robotę, a jego poziom frustracji będzie rósł.

Powiedziałabym nawet, że dekompresja jest ważniejsza i jest zaraz po jedzeniu i śnie, absolutną pierwszoplanową potrzebą każdego psa.

Żadna żywa istota nie jest w stanie skupić się na pracy, mając duże napięcie w sobie. Czy kiedy nie śpicie wiele nocy z rzędu, nie wychodzicie z domu, jesteście źle traktowani psychicznie- czy to w pracy, czy w domu- macie ochotę na trening, twórczą pracę, albo zwykłą pracę? Nie, wtedy bierzecie tzw., urlop, idziecie do psychiatry i robicie sobie reset, dekompresję. Czasem zapominamy, jak podobnie czują do nas psy.

 

Czy przebodźcowanie to główna przyczyna problemów behawioralnych psów?

Nie prowadzę statystyk, ale…Są zawsze wspólne mianowniki u osób, które przychodzą do mnie z psami z hardcorowymi problemami behawioralnymi jak np. obrona zasobów, czy mniej hardcorowymi, ale jednak takimi, które bardzo źle wpływają na wspólne życie. Zwykle jest to albo ból (na prawdę, to, że pies nie wygląda, jakby go bolało, nie znaczy, że nie boli) i przebodźcowanie/ brak odpowiedniej ilości ruchu/swobody. To są rzeczy, które leżą u podstaw ogromnej ilości problemów i możesz zabrać się za nie już, zanim pójdziesz do behawiorysty, bo na pewno i on Ci to zaleci.

Czy psy, które mają dobre spełnienie potrzeb ruchowych i psychicznych, a nawet trening będą nadal mieć behawioralne? Oczywiście, są takie psy, sama takiego mam. Ale pomyślcie, jakie problemy sprawiałyby (głównie sobie, bo to one najmocniej na tym cierpią), gdyby ich nie miały.

Świetnym przykładem są psy schroniskowe. To one często określane są jako potencjalnie najbardziej problematyczne, dlatego że nie znamy ich przeszłości itp. Ale czy tylko o przeszłe traumy chodzi? Zobacz, jak wygląda życie psa w schronisku i to jeszcze takim bez wolontariatu. Panuje tam ciągły hałas, w powietrzu wisi mnóstwo zapachów wielu psów i ich ogromnego stresu. Psy zamknięte są bez ruchu w niedużych kojcach albo stłoczone na niedużym wybiegu w sporej grupie, o śmieciowym jedzeniu nie wspomnę. To książkowy przykład na to, jak można przebodźcować psa. A pies, który żyje w takich warunkach długo… wiecie, jak działa kortyzol i te sprawy, prawda?

Z ludzkiego na psie, czyli dlaczego psy też potrzebują wakacji.

 

Kiedy nastała pandemia przyleciałam z Cypru i na własnej skórze odczułam to, co czuje wiele domowych psów, które wychodzą tylko na sikupę naokoło bloku. Musiałam przez 2 tygodnie siedzieć w mieszkaniu i nie mogłam z niego wyjść. Pierwsze kilka dni, po całym tym szaleństwie przylotów było nawet fajne. Popracowałam sobie, popisałam, pooglądałam seriale, porobiłam makramy. Ale gdzieś w okolicy trzeciego dnia zaczynała się równia pochyła, przy której przysięgam (a nie uważam się za osobę aktywną fizycznie), że jakbym miała siedzieć tam dwa tygodnie dłużej, to zaczęłabym cierpieć na agresję lękową, obronę zasobów i ogryzałbym każdego, kto by chciał mnie dotknąć. W ostatnich pięciu dniach łamałam zakazy i w masce biegałam po schodach z 11 piętra i z powrotem. Nasłuchiwałam różów za drzwiami sąsiadów, wychodziłam na patio w godzinach, gdy nikogo nie było i obserwowałam ruch uliczny z balkonu jak ten biedny mops, co czeka 8 h na opiekuna w domu. Doskonale rozumiem, jak czują się fizycznie i psychicznie psy, których potrzeby swobodnego ruchu, zmian, obserwacji, eksploracji nie są zaspokajane. Tak, jeśli wasz pies czeka na was 8 h a wcześniej odbył tylko 5-minutowy spacer na sikupę, a wcześniej całą noc spał, to nie dziwcie się, że ciągnie na smyczy i jest nadpobudliwy, a po powrocie ze spaceru na kolejną sikupę wariuje w domu i trzeba mu nawciskać lickimat mrożonych i innych gryzaków roladek, co to go na długo zajmą. A potem i tak nie jest zmęczony.

Nie bez powodu ludzie biorą sobie wakacje albo wyjeżdżają na weekend na działkę, gdzie idą sobie na grzybki, chodzą po górach. Zalecane są specjalne spacery w lesie pod kątem uważności, spokojne chodzenie, dotykanie liści, siadanie na trawie (na pewno to się jakoś fajnie nazywa, a trend przywędrował z USA czy Japonii). I dobrze, może nasze psy nie chodzą do roboty i nie siedzą z nosem w komputerze, ale żyją w mieście… a potem siedzą w mieszkaniu i się nudzą.

Czy psy nadają się do miasta

Macie czasem to uczucie, a może nie myliście o nim, ale powiedzieliście to na głos kilka razy, mianowicie „mój pies jak jedziemy na działkę do lasu/na wieś jest jakiś taki inny”, inny znaczy weselszy, jakiś taki bardziej wyluzowany, swobodny?

Są psy, które źle czują się w mieście, są takie, które nigdy nie poczują się w nim dobrze i są takie, co dobrze się do niego adaptują (przykładem mogą być psy uliczne z krajów azjatyckich i innych, dla których życie na ulicy to chleb powszedni i są tam doskonale wyluzowane). Na moich 5 psów, dwa dobrze odnajdują się w mieście i nie trzeba było przeprowadzać z nimi specjalnego treningu, dwa czują się tam źle, ale to akceptują pod pewnymi warunkami, a jeden, żyjąc w mieście, byłby głęboko nieszczęśliwy i żył w ciągłym stresie ( a ja z nim) co na pewno skróciłoby jego życie o kilka lat i przysporzyło niczym zamknięte koło kolejnych problemów behawioralnych.

Jakie psy nadają się do życia w mieście? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo to zależy, jak zawsze. Potencjalnie gorzej będą się tam czuły psy ras użytkowych, o silnie rozwiniętych popędach- rasy myśliwskie, pasterskie zaganiające, ale też kundelki urodzone na wsi, których zadaniem z dziada pradziada jest szczekanie na obcych, czyli mają wbudowaną wysoka reaktywność i lękliwość. Psy ras użytkowych bardzo mocno reagują na bodźce- wizualne (światła), dźwiękowe, na zapachy i mocno wyczuwają zmiany w otoczeniu. Do tego były przecież hodowane. Możecie już domyślać się, które aspekty życia w mieście będą dla nich trudne. Przede wszystkim światła samochodów, które są na wysokości głowy lub nad nią dla większości psów. To jak strzelanie psu latarką w oczy. Do tego potworny ciągle zmieniający się hałas i ruch uliczny. Wszystko rusza się, kołuje, nachodzi, podchodzi, odchodzi, przebiega, przejeżdża. No i ilość zapachów- ludzkich, psich i innych, Pomijam już fakt ilość ludzi i psów w mieście i konieczność ciągłej interakcji z nimi.

Dlatego też nie każdy pies będzie dobrze czuł się w mieście, a dla niektórych miasto nigdy nie stanie się nawet znośnym miejscem. I to my musimy zadbać o dobra ilość dekompresji dla naszych psów, które cierpią z  powodu życia w mieście (te, które nie cierpią, też się z tego ucieszą.

Jak powinna wyglądać dekompresja?

Opiekun może stanąć przed dylematem czy oddać psa w spokojniejsze miejsce, gdzie nawet zwykłe wyjście na siku nie będzie psuło mu długiego treningu, czy zmienić swoją codzienność. Tu możliwości muszą połączyć się z chęciami. Czasem wyjazd do lasu wiąże się z godzinnym staniem w korkach, czasem problemy są inne- rodzina, praca. Musisz zrobić swój własny rachunek sumienia, ale już wyjście z psem do lasu w weekend będzie miało na niego dobry wpływ. To nie musi być nawet las, może być otwarta polana, obrzeża miasta albo jakieś jego nieuczęszczane zakątki. Spraw, żeby spacer był przede wszystkim długi, luźny i z jak najmniejszą ilością bodźców. Często ludzie mówią mi, że owszem oni to chodzą do lasu i trzy razy w tygodniu, a potem jak przyjeżdżają do mnie, by pójść z psem na ten długi spacer, okazuje się, że wracają za 10 minut, a wydawało im się, że poszli tak daleko w las. Niech ten spacer będzie rzeczywiście długi, ale tez skrojony na miarę możliwości i chęci psa. Niech pies idzie na długiej lince i swobodnie eksploruje.

Jeśli już zupełnie nie masz możliwości na coś takiego, spróbuj, chociażby ze spacerami o bardzo wczesnych lub późnych godzinach, kiedy po waszym parku nie chodzi nikt i uczyń ten spacer główną atrakcją dnia.

Oczywiście niektóre psy będą często striggerowane w lesie- szczególnie te o silnych popędach łowieckich, te, które rzadko tam bywają, bo las jest również pełen bodźców, szczególnie zapachowych. Ale jest przy tym spokojniejszy- mniej jest tam bodźców w postaci obcych psów, ludzi, efektów świetlnych i dźwiękowych. Jest też zmianą, jeśli chodzi o zapachy- te miejskie sa zupełnie inne niż te w naturze. Dosłownie nie znam psa ani nie znam negatywnych efektów, jakie wywołuje w psie chodzenie na długie spacery na łono natury.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *