Z psami w Izraelu. Czy da się i jak?

Chciałam Wam napisać o tym jak to jest zabrać psa do Izraela (chociaż nie wiem po co ktoś miałby to robić, pewnie też nikt nie ma takich pomysłów i marzeń), jak tam się z psem żyje, przemieszcza, czy jest bezpiecznie, ile kosztuje to wszystko z psem. Postaram się aby nie było nudno!

 

WŚCIEKLIZNA

O tym, że Izrael to high rabies country dowiedziałam się po jakimś miesiącu pobytu tam, kiedy chciałam kupić bilety powrotne. Sprawdzałam sobie na stronie pettravel.com przepisy wjazdu do Portugalii i sekcja była podzielona na kraje nie zagrożone wścieklizną, średnio i wysoko zagrożone i ani w pierwszej ani w drugiej sekcji nie było Izraela! Zimne krople potu pojawiły się na mojej twarzy, czy to znaczy że tu na prawdę jest wścieklizna czy oni tylko wyolbrzymiają i czy ja w ogóle się stąd wydostane z psami, może będą musiały przejść kwarantannę w naszej sterylnej Unii Europejskiej, co ja narobiłam, dlaczego nie przyszło mi do głowy by sprawdzić przepisy wjazdowe i wyjazdowe? W każdym razie okazało się, że nie ma żadnej kwarantanny i wszystko będzie dobrze, ale na poważnie zaczęłam brać sobie uwagi miejscowych, którzy mówili “Uważajcie z psami, szczególnie na szakale, tu jest dużo wścieklizny i to przyszło z Libanu i Syrii”. Oczywiście że przyszło z Libanu i z Syrii jak wszystko co najgorsze w Izraelu, jest ich winą albo przyszło stamtąd…

I umówmy się, wścieklizna? Dla kogoś mieszkającego w Europie to jakaś mityczna choroba, na którą trzeba zaszczepić psa, ale przecież i tak jej nie ma i w ogóle jak to wygląda? Ja nawet nie zaszczepiłam na to moich psów dopóki nie startowały w zawodach, bo do tego potrzebne jest szczepienie. Haj, który nigdy nie startował został zaszczepiony pierwszy raz 3 miesiące przed wylotem do Izraela czyli w wieku ponad dwóch lat (mam nadzieje, że nikt mnie nie zaaresztuje teraz za to wyznanie).

Haj i psy beduinów w jednej z wiosek. Teraz widzę tam duży potencjał zarażenia wścieklizną… O psach beduinów będzie jeszcze w innym wpisie.

W mojej głowie to zawsze wyglądało tak, że wściekliznę (gdzieś oczywiście w odległym afrykańskim kraju) ma nietoperz, choć nie wiem skąd, i on ugryzie lisa a lis psa. I Jak go ugryzie to pies jest agresywny i ma piane na pysku i jak on Cię wtedy ugryzie to trzeba brać zastrzyki, a jak nie weźmiesz ich w porę to umrzesz w męczarniach. No, nie do końca tak jest, bo dużo łatwiej się zarazić.

Jak się okazało w Izraelu na prawdę i nie na jajca jest wścieklizna. To dlatego trzeba było zrobić test na przeciwciała przed przylotem (powiem Wam, że jak chcecie latać z psem i macie te przeciwciała w co inwestujecie 200zł to jesteście bogami przepisów transportu samolotowego psów, bo już nic nie może wam zagrozić, często nie potrzebujecie nawet certyfikatu zdrowia).

Psy znalazły martwego węża i jak później powiedział nam znajomy, po wzorze na jego ciele można poznać, że to ta najbardziej jadowita wersja izraelskich węży…

I to nie jest tak, że jak pies ma wściekliznę to bum, w jednej chwili toczy piane z pyska i atakuje. Przede wszystkim okres inkubacji jest długi i przez długi czas nie widać objawów. Potem pojawia się wodowstręt i dziwne problemy neurologiczne jak problemy z chodzeniem, takie dziwne wyginanie się do tyłu, wygląda to wszystko bardzo okropnie. Zwierze atakuje nie dlatego, że chce nas zarazić i zabić, tylko jest przerażone i zdezorientowane nie wiedząc co się z nim dzieje. Jak Twój pies miał kontakt ze zwierzęciem chorym na wściekliznę to go w Izraelu zabierają na pół roku do izolatki nawet jak był zaszczepiony. Znajoma opowiadała mi, że jej koleżanka jest domem tymczasowym dla psów bezdomnych i miała kiedyś dwa psy 10 i 12 lat, swojego psa oraz szczeniaka. I ten szczeniaczek jak się okazało po jakimś czasie, miał wściekliznę. Jego od razu uśpili, jej psa zabrali na pół roku a stare psy uśpili bo nie przeżyły by i tak tej izolacji. I ten szczeniaczek sobie z nimi mieszkał dość długo zanim pojawiły się objawy. Ona musiała przyjmować serie zastrzyków, bo jeśli zaszczepisz się na wściekliznę to nie gwarantuje Ci, że jej nie złapiesz. A wścieklizną można zarazić się przez kontakt ze śliną, nie trzeba być wcale ugryzionym. 

Człowiek chory na wściekliznę

Strażnik z jednego (ogrodzonego) parku gdzie prowadzone są też wykopaliska archeologiczne, jak chcieliśmy rozbijać namiot powiedział żebyśmy uważali na psy bo tu są wszędzie szakale i mogą mieć wściekliznę, nie boją się ludzi a ostatnio jeden w biały dzień (normalnie wychodzą w nocy) ugryzł turystkę. Weterynarz z Jerozolimy mówił, że codziennie mają w Izraelu przypadek wścieklizny czy to pies, kot, lis, szakal, krowa.

krowy też miewają wściekliznę…

Nie ma tam co prawda raczej bezdomnych psów, jest bardzo dużo psów beduinów, ale trzeba uważać na dzikie zwierzęta. Moje psy poza jedną przypadkową bójką z psami beduinów i wpadnięciem w stado dzików czy znalezieniem martwego, jadowitego węża nie miały kontaktu z dzikimi zwierzętami. Ale ta wścieklizna wywołała we mnie pewien rodzaj paranoi. Prawie zawsze spaliśmy w namiocie a mamy namiot dwuosobowy z takimi dwoma przedsionkami składanymi po bokach i w tym przedsionkach spały psy. Jednak, w przeciwieństwie do właściwego namiotu, nie mają one zakrytej podłogi i jest taka mała szparka na dole, więc miałam paranoje, że w nocy przyjdzie szakal ze wścieklizną i ugryzie mojego psa przez tę szparę, więc ustawiałam butelki pełne wody, plecaki i buty żeby zrobić jakąś prowizoryczną barierę anty-ugryzieniową (pomijając fakt, że Haj z łatwością wychodził z tych przedsionków, kiedyś obudziłam się o 4 i go nie było. Chodził sobie węszyć gdzieś naokoło namiotu nie wiadomo od jak dawna, więc później już musiałam go przywiązywać na noc do plecaka).

Nasz namiot, widać doskonale przedsionki gdzie spały psy (w ogóle to jest ekstra namiot, idealna wielkośc, dobra jakość, waży co prawda 3kg, ale kosztował 160zł i nic a nic się nie zniszczył. bardzo go polecam.

pustynna wariacja naszego namiotu.

 

Jeśli więc chcecie wybrać się z psem do kraju wysoko zagrożonego wścieklizną, musicie na prawdę bardzo uważać na bezdomne psy, koty i dzikie zwierzęta, wścieklizna na prawdę istnieje i nawet jak pies jej nie złapie to i tak nie chcemy, żeby go zabrano na kwarantannę prewencyjną na pół roku…

 

CENY, LECZENIE, JEDZENIE

Dużo osób jest zainteresowanych cenami transportu psa, opieki weterynaryjnej itp. Przelot w jedną stronę za jednego psa powyżej 15 kg jest zawsze taki sam i wynosi 200 dolarów. Certyfikat zdrowia w Izraelu to 200 szekli za psa (szekel do złotówki to prawie 1:1). Okazało się po przylocie do Portugalii, że jeśli mam badanie na przeciwciała to wcale nie potrzebuję certyfikatu zdrowia więc żegnaj na zawsze 400 zł.

Na lotnisku w Tel-Avivie. Musiałam to pchac sama, systemem 5 metrów jeden wózek, 10metrów drugi wózek…

 

Jeśli chodzi o opiekę weterynaryjną… Cóż, ciężko mi mówić o cenach w Izraelu ogólnie, bo to jest bardzo bolesny temat. To najdroższy kraj w jakim byłam i tak też chleb, taki beznadziejny krojony kosztuje 20-25zł, piwo jakieś 12 zł, a papierosy 35zł za paczkę, pozostanę w tym miejscu bo po co wspominać to co dla nas przykre, ale niech to da wam jakieś wyobrażenie. Czasami wyobrażałam sobie, że mieszkam i zarabiam w Izraelu a potem jadę gdziekolwiek, poza Szwajcarią, na wakacje i jestem królową świata. Kupowałam dla psów co jakiś tydzień 6kg suchej karmy w dwóch workach po 3kg i jeden taki worek kosztował 100-150zł karmy typu Purina Pro Plan i Eukanuba czyli nie jakieś najlepsze na świecie. Jeszcze do tego psy były chude bo dużo kilometrów robiliśmy codziennie więc zjadały ponad kilogram dziennie. Duży worek karmy byłby trochę tańszy chociaż też to jest raczej podwojona cena w stosunku do Polskiej, ale trzeba by go było tez dźwigać na własnych plecach… Największy smutek spadł na mnie kiedy psy zachorowały na erlichiozę i to nie tylko dlatego, że zachorowały, były smutne i nawet mogła im grozić śmierć, ale też dlatego że zobaczyłam rachunek u weterynarza. Tu muszę wszystkich uprzedzić, że w Izraelu weekend zaczyna się w piątek i niedziela to jak poniedziałek. W piątek bowiem zaczyna się Szabat. I Szabat to jak taka nasza niedziela katolicka, ale jeśli narzekacie, że Kerfur Express jest zamknięty w niedziele i tylko osiedlowy sklepik zostaje gdzie czipsy są złotówkę droższe, to na prawdę nie wiecie co to jest ludzkie nieszczęście. To znaczy ten szabat zaczyna się chyba od 16-18, teoretycznie kiedy słońce powoli zachodzi i kończy się o podobnej godzinie w sobotę. I wtedy, wszystko, ale to wszystko jest zamknięte, nie ma że Żabka tylko otwarta i narzekanie bo w Żabce nic nie ma poza szlugami i alkoholem.

Jax u bardzo miłego doktora Łapy w Jerozolimie kiedy zachorował na erlichiozę. Doktor Łapa wraz z żoną zaoferowali nam nawet przychodzenia do nich do domu by wziąc prysznic oraz kiedy chcemy na kawę, a jako że nasz park był bardzo blisko weterynarza to byłam tam często po wrzątek do herbaty oraz naładować telefon.

No więc moje psy się pochorowały nie dość, że w szabat to jeszcze w Jerozolimie, gdzie wiadomo że to duże miasto, turyści i drożyzna. Jax był bardzo słaby, miał biegunkę, gorączkę i nie jadł. Zadzwoniłam do weterynarza i on powiedział, że w nagłych wypadkach w szabat on przyjeżdża do lecznicy i że samo przybicie z nim piątki na dzień dobry kosztuje 600 szekli/złotych. Popatrzyłam na psa i stwierdziłam, że ma dusze wojownika i na pewno poradzi sobie do jutra. Poszliśmy do niego po szabacie i za przybicie piątki wziął już tylko 200 szekli (w mniejszym miasteczku to było 150), badania krwi na erlichiozę 200, plus cała reszta 150 plus leki… I tak porobił rabaty, nie policzył przybicia piątki za drugiego psa i wyszło jedyne 800. Potem za miesiąc badania trzeba było powtórzyć więc trochę wyskoczyliśmy z pieniędzy. Bravecto na psa do 25kg 250szekli.

Nasz dom w czasie tygodniowej choroby psów. Przez dwa dni mieszkalismy u znajomych a potem w parku w Jerozolimie o nazwie Peace Forest, który był ogromny i rozciągał się z niego widok na Palestynę. Czytałam też, że kilka osób zostało tam napadniętych i zabito tam ostatnio staruszkę.
widok na nasz park po imprezie arabskiej.
Jax w trakcie choroby w naszym parku. Z widokiem na Palestynę.

Jeśli chodzi o noclegi to nigdy nie braliśmy hotelu czy hostelu, czasami spaliśmy u znajomych, na szlaku może dwa razy u trail angels, ja przez tydzien byłam na farmie. Podobno do hoteli niezbyt chętnie biorą psy  i mogę sobie tylko wyobrażać ile musi to kosztować… My spaliśmy 90% naszych dni w namiocie.

 

TRANSPORT

Transport, komunikacja miejska z psem jest łatwa i dostępna, chociaż wiadomo że transport z dwoma psami nigdy nie jest łatwy. Można jeździć autobusami z psem, (musi mieć tylko kaganiec) i nawet nie powinno się za niego płacić za bilet, ale czasami kierowcy mówią, że trzeba zapłacić albo, że połowa ceny Twojego biletu i jest to niezgodne z zasadami, jednak uważam, że lepiej zapłacić niż czekać godzinę w upale na następny autobus, albo kłócić się z dziadem, który nie mówi i tak po angielsku i robić na złość innym pasażerom.

autospot nad Morzem Martwym.

Ogólnie z autobusów korzystaliśmy dość sporo, ale jak najmniej się tylko dało, jednak kiedy chcieliśmy odwiedzić znajomych zazwyczaj nie mieszkali oni blisko szlaku, ja też musiałam sporo się przemieszczać np z Tel Avivu do Eilat, z Eilat do Arad i potem Tel Avivu, z połnocy do Tel Avivu itp. czy chociażby autobusami po mieście. Tylko dwa razy kierowca nie wpuścił nas z psami. I za każdym razem zasraniec żałował swojej decyzji! Pierwszy raz z Arad nad Morze Martwe, bo autobus był pełny i powiedział pokazując na psy “it’s too big”. Wtedy złapaliśmy stopa w 5 minut i byliśmy dużo wcześniej na miejscu niż autobus, więć kierowca na pewno pożałował, że przegrał! Drugi raz z Zichron Ya’akov do Tel Avivu, po prostu nas nie wpuścił i ja nie chciałam się kłócić z kierowcą, który nie mówi po angielsku i robić wielkiej afery. To była taka droga prawie jak autostrada i samochody pędziły a my staliśmy zaraz za jedynymi światłami i to za prawo skrętem więc prawie się popłakałam, że nigdy nic się nie zatrzyma. Oczywiście po 10- minutach zatrzymał się samochód i zawiózł nas prosto pod mieszkanie naszych znajomych w Tel Avivie i znowu zasraniec kierowca żałował na pewno z całego serca, że nas nie wziął bo go prześcignęliśmy.

To zupełnie normalny widok w Izraelu, nie tylko w autobusie.

Łapanie stopa w Izraelu z dwoma dużymi psami jest niezwykle łatwe, bo w Izraelu “wszyscy” Żydzi kochają psy, a wszyscy Arabowie się ich boją, więc połowa ludności cię uwielbia, zagaduje i pomaga. I ja chyba odgadłam jak to działa z tym stopem. Bo jeśli machasz samemu to masz szansę, że ktoś po prostu Cię weźmie, ale jak machasz z psem to powiedzmy, że w 1 na 50 aut będzie jechał wielki miłośnik psów i po prostu nie będzie mógł Cię nie wziąć, bo dla niego obcowanie z miłym futerkiem kolorowego pieska to czysta przyjemność oraz nie może obojętnie patrzeć na tę stojąca w upale puchatą istotkę. Także masz o tę jedną 100% szansę więcej niż normalny autostopowicz. Czasami ludzie zatrzymywali się tylko ze względu na psy, bo było gorąco i oni nie mogli patrzeć jak psy stoją na upale (mimo, że leżały w cieniu), czasami się zatrzymywali i jak widzieli psy to mówili, że nie mogą nas wziąć, ale w ostateczności machali na to ręką i i tak nas brali. Były to samochody od bardzo rozklekotanych do bardzo luksusowych.

To na prawdę było zaskakująco łatwe, bo niekiedy po prostu czekaliśmy na autobus i stawał samochód, a niekiedy nie zdążyliśmy położyć plecaków, wyciągnąć ręki i ktoś się zatrzymywał. Na pewno pomaga w tym posiadanie takiego ślicznego i przystojnego pieska jak Haj, który się szeroko uśmiecha i ma miłą twarz zamiast posiadanie oślinionego pittbula, albo puchatego huskiego, z którego sypie się tona sierści jak tylko powieje lekko wiatr.

 

NOCLEGI

Tak samo było z noclegami. Na każdym odcinku szlaku jest lista trail angels, którzy biorą do siebie na noc ludzi) zadzwoniliśmy do jednej kobiety z kibutza, która postawiła tam specjalnie domek do shvilistów (shvil znaczy szlak) i powiedziała, że możemy spać z psami ale na dworze, co okazało się nawet lepsze niż w środku bo był piękny widok na góry i bardzo gorąco.

Jedyny hostel jaki wzieliśmy, nad Morzem Martwym. Wiecznie zjarany barman, który tam spał na zewnątrz mówił, że to świetnie, że mamy psy bo co noc tu przychodzi biały wilk i go straszy.
organic farm gdzieś przy granicy z Egiptem.

Raz nawet psy nam wręcz pomagały zdobyć nocleg. Mamy taką jedną historie z cyklu tych wspaniałych. Na szlaku poznaliśmy Jasona, prawie 60 letniego faceta z długimi włosami, który jest stolarzem i podróżnikiem, żydem z ameryki i chyba najwspanialsza osobą jaką nam się udało tam poznać. Jason, mimo że od nas starszy był dużo szybszy i sprawniejszy i w przeciwieństwie do nas miał misję by zrobić każdy metr szlaku, a my byliśmy tymi, którzy czasem zostają gdzieś na dwa dni a czasem omijają jakiś bardzo nudny krajobrazowo lub idący kilometrami wzdłuż jezdni odcinek. Więc było tak, że od momentu poznania Jasona szliśmy jeden dzień razem i potem Jason nas wyprzedzał, potem było jakieś święto i Jason jechał do synów i my go wyprzedzaliśmy, potem on nas wyprzedzał znowu, a potem my go bo opuszczaliśmy jakieś nudne 50km przez Tel Aviv. Ale zawsze gdzieś tam się spotykaliśmy. Raz, bardziej w centrum kraju spotkaliśmy Jasona i on nam mówi, że schodzi na noc ze szlaku jakieś 3km i tam jest taki Kibbutz gdzie mieszka taki facet imieniem David ze swoją rodziną i on jest potwornie, ale to potwornie bogaty i ma willę z basenem w środku, a także wynajmuje drugą willę dla bogatych turystów i ten David jest też miłośnikiem Narodowego Szlaku Izraela i bierze do siebie shvilistów i ma nawet kolekcje zdjęć na ścianie z nimi i tylko w tym sezonie miał ich ponad 150. Sam nigdy nie przeszedł Shvil Israel, jak później powiedział nam “może w następnym życiu”. On bardzo się integruje z tymi shvilistami i oni śpią w jego wielkiej willi w wielkim salonie gdzie sobie chcą. Jason wyprzedził nas, bo jak zwykle robiliśmy bardzo długą przerwę a on nie. Powiedzieliśmy, że być może też tam pójdziemy i spotkamy się na miejscu. Zadzwoniliśmy do Davida i on powiedział, że z psami może się nie udać, bo on ma 5 psów i jeden to 60kg bullmastiff, który by zabił wszystkie obce psy, ale żebyśmy przyszli to coś się wymyśli. No i ja lamentowałam, że moje syneczki nie będą się dobrze czuły przez te psy, że bullmastiff je zaatakuje i pobije i, że nie chce tam iść i co on niby może wymyślić. Ale dałam się namówić i poszliśmy. David powiedział, że on wymyślił dla nas coś takiego, tylko żebyśmy nie mówili innym shvilistom bo im będzie przykro. On się bardzo troszczy o psy i nie chciałby narażać ich na niedogodności psychiczne ze strony swoich psów, chciałby im zapewnić spokój i odpoczynek, więc właśnie jako, że za pół godziny wyjeżdżają jedno gości i jeden apartament będzie wolny to my możemy tam spać. No więc ten apartament był okropnie luksusowy i większy niż moje mieszkanie w Warszawie i nigdy nie spałam w takim dużym i mięciutkim łożu. Jak nas tylko tam wrzucił to sprowadził do nas Jasona i jeszcze jednego chłopaka, z którym akurat podróżował Jason, bo skoro się znamy to będzie nam razem przyjemnie. Byliśmy bardzo wszyscy zaskoczeni, że dostaliśmy ten apartament aby psy czuły się dobrze psychicznie i odkryliśmy, że poprzedni goście zostawili bardzo dużo jedzenia, sami coś gotowaliśmy, paliśmy jointy i mieliśmy małe party do późnej nocy. Nawet psy dostały dużo suchej karmy, po której dostały sraczki, bo to była karma z supermarketu (ah Ci bogacze, czy tylko ja mam spostrzeżenie, że jak bardzo bogaci ludzie mają psy to kupują im karmę w supermarkecie?)

Także podsumowując, może się wydawać, że psy to przeszkoda, ale tak jest tylko czasami, potem zawsze pojawia się lepsza okazja, lepsza osoba, sytuacja i psy staja się wręcz atutem.

W nastęnym wpisie będzie o psach na Israel National Trail, jak im tam było, jak radziły sobie z byciem bezdomnymi i inne ciekawe przygody.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *