Dary losu czyli recenzje produktów (psie plecaki, buty, miski, suple)

Wróciliśmy z Izraela. Trzy miesiące spędzimy teraz w Portugalii, gdzie będę pracować w hotelu i szkole dla psów w małej wsi zarabiając na nasze bilety do Meksyku. Mam wreszcie laptopa i internet (gdyby ktoś rozważał zabranie w długa podróż tabletu i klawiatury na bluetooth aby zminimalizować wagę swojego plecaka o pół kilo to serdecznie odradzam, nie ma nic gorszego niż pisanie na tablecie, ogólnie ma nie nic gorszego niż tablet). Także mam tego laptopa więc będę uzupełniać wpisy regularnie. W czasie oczekiwania aż zbuforują się Kuchenne Rewolucje ja zasiadam do pisania. Chciałam na rozgrzewkę podziękować za dary jakie otrzymaliśmy i zamieszczę tu recenzję tychże darów.

  1. POKUSA

To taka polska firma dla psów produkująca różnego rodzaju naturalne suplementy i dodatki do karm. My dostaliśmy suplement na stawy, którego ze względu na wagę nie zabraliśmy więc zacznę podawać go psom teraz, dostaliśmy sproszkowane żółtka jaja kurzego i dużo saszetek oraz kaolin.

Saszetki. Skład: formuła zawierająca najwyższej jakości nieprzetworzone składniki typu RAW : owoce (jabłka, jagody, żurawina), warzywa (marchew, pomidory ), algi morskie (wodorosty Ascophyllum nodosum), białko pochodzenia zwierzęcego (mleko w proszku o obniżonej zawartości laktozy), produkty z jaj (mączka ze skorupek jaj), zioła (natka pietruszki), naturalne dodatki mineralne.

Te saszetki bardzo bardzo nam pomogły na pustyni Negev, zużyliśmy je właściwie tam wszystkie. Psy jadły dwa razy dziennie. System był taki, że wstawaliśmy o 5 i się tak w godzinę zbieraliśmy, pakowaliśmy nasz życiowy dobytek do plecaków i robiliśmy jak najwięcej kilometrów przed godziną 11 kiedy to robiło się potwornie gorąco i trzeba było robić przerwę do 16. Po 16 ruszaliśmy dalej, gdzieś do godziny 18-19. Psy więc jadły w czasie przerwy a potem po 20. Rano chciałam dać im coś do jedzenia a także mocno nawodnić przed marszem w w upale i suszy, więc każdy dostawał po jednej saszetce, którą mieszałam jeszcze ze sproszkowanym żółtkiem i zalewałam dużą ilością wody. Nie wiem jak psy, bo z nimi nie rozmawiałam, ale dawało mi to poczucie, że cośtam jednak zjadły, a przynajmniej się nawodniły.

Dostaliśmy jeszcze kaolin i to jest taki naturalny specyfik, który wygląda i smakuje jak Smecta i jak ma się biegunkę, to pomaga. Można też wedle opisu przygotować z niego pastę doczyszczenia zębów, ale to wymagało takich luksusów jak cytryna i dużo zachodu. Przydało nam się bardzo raz jak Jax miał sraczkę- wodę. Akurat tego dnia wspinaliśmy się bardzo dużo i było potwornie gorąco, ale tak potwornie w jakiś dziwny sposób, że coś powodowało ( i nie był to tylko upał), że każdy czuł się bardzo słabo. Ja tego dnia miałam małe załamanie nerwowe, utknęłam gdzieś na skałach i czekałam 20 minut aż mój chłopak po mnie wróci, żeby zabrać mój plecak o wadze 25 kg, który mnie ściągał mocno, cobym nie spadła w przepaść, potem była duża awantura, krzyki, łzy i lament, potem się trochę pośmialiśmy a potem jak juz nam się udało zejść na dól, to prawie zemdlałam w kanionie. Później dowiedzieliśmy się, ze chłopak którego spotkaliśmy na długiej przerwie zasłabł gdzieś po drodze i przyleciał po niego helikopter. A my wypiliśmy dwudniowy przydział wody w jeden dzień. No więc tego dnia dużo się wspinaliśmy i ten odcinek szlaku  jest także dość popularny wśród turystów i zorganizowanych grup, które go robią w jeden dzień i wracają do autokarów. Coś jak ten dzień na koloniach w górach kiedy nauczyciele was ciągają, żeby zobaczyć grubą kaśkę i te dwie inne góry, a wy chcecie tylko siedzieć w pokoju i mieć święty spokój.  Po drodze mijały nas jakieś grupy młodzieży, a jak już doszliśmy na tę górę, z której zaraz trzeba było zejść to była tam tona ludzi i Jax wtedy dostał takiej wodnej sraczki, że wszyscy krzyczeli najpierw “ojej pieski, jak słodko pieski w bucikach się wspinają” i w tym momencie Jax wystrzelił brązową wodą pod dużym napięciem metr od nich prosto na wielki kamień, na którym oznaczony był szlak. Dawałam mu przez resztę dnia wyżej wspomniany kaolin (który nazywam kałolinem i to podobieństwo nie może być przecież przypadkiem) i już następnego dnia kupa była normalna, także polecam.

A teraz jeszcze mamy Pokusa Diamond Coat, którą będę przez dwa miesiące wsypywać w Haja, bo jego piękny ciemno czekoladowy kolor trochę pojaśniał na słońcu i w wielu miejscach ma blond pasemka, podobno to pomaga na takie coś, zobaczymy.

2. Le Petit Pet

Milena, która robi śliczne produkty w Le Peit Pet była kiedyś moją klientką ze swoim psem Ozzym (i jest moją szkoleniową dumą, bo z osoby, która nie wie do końca co by chciała robić z psem została zawodnikiem flyballu a Ozzy już startuje na zawodach!). No więc Milena podarowała nam śliczne kocyki, których niestety nie wzięliśmy, ze względu na ograniczanie wagi plecaka, ale używamy ich teraz i na pewno zabierzemy do Meksyku.

Wzięliśmy za to, pasujące do kocyków, materiałowe miski. Miski są super, przyczepiałam je sobie do plecaka na zewnątrz. Nie ważą prawie nic, można je złożyć nawet w kostkę. Zostałam poinformowana, że mogą przeciekać, ale przeciekały dopiero o jakichś 15 minutach trzymania w nich wody. Psy z nich jadły i piły, miski były na pustyni, w lasach, górach i miastach, używane non stop, prane wiele razy. Bardzo dobrze się sprawdziły. Jeśli ktoś szuka lekkich misek na różne wyprawy, na zawody i do tego ładnych to bardzo polecam. Jeśli chcecie trzymać tam wodę bardzo długo, to polecam jednak bardziej plastikowe/silikonowe. Ale na pewno nie będą takie ładne 🙂

3. Plecaki EzyDog

Dostaliśmy od tej australijskiej firmy dwa plecaki dla psów, które przyszły dosłownie dzień przed wylotem. Wyglądają bardzo porządnie, mają sporo kieszeni. Dobrze przylegają do psa i co dla mnie było ważne, to na klatce piersiowej nie mają jednego poprzecznego paska, a coś bardziej w kształcie litery Y, jak szelki typu sled. Myślałam, że psy będą ciągle na smyczy i plecaki miały być plecakami i szelkami jednocześnie, a szelki z jednym poprzecznym pasem nie są zbyt zdrowe i wygodne do ciągnięcia. Jak się później okazało, w ogóle nie używałam smyczy, było to technicznie po prostu niemożliwe, bo było tyle trudnych miejsc, że po pies ściągnąłby mnie w przepaść albo ja ściągnęła psa w dół, bo pies ma 4 nogi a ja dwie i jakbyśmy się nie starali nasze tempo wspinaczki jest inne. W ogóle nie rozumiem ludzi, którzy na jakikolwiek hiking biorą psa na szelki, szczególnie jak jest trochę wspinania, dla mnie to jest katorga.

Plecaki bardzo dobrze się spisały, były pojemne, nie porobiły się dziury ani nic z tych rzeczy, Jedna rzecz, jaka mi nie pasowała, to brak dodatkowego pasa/obręczy pod brzuchem psa, który mają inne plecaki tych droższych firm. Ten pasek dorobiła mi koleżanka, tzn to była taka dodatkowa obręcz materiałowa (gumka) na rzep, która podczepiałam do plecaka i była pod brzuchem psa. Trzeba było ją dodatkowo założyć, bo nie była wszyta na stałe. I niby ten plecak był bardzo stabilny bez tej obręczy, ale raz mieliśmy sytuację, że schodziliśmy z bardzo stromych skał i jedna taka około dwumetrowa była pod katem prawie prostym do podłoża, więc psy się ześlizgiwały kawałek i potem skakały. Haj nie miał założonego paska pod brzuchem i niestety plecak zsunął mu się przez głowę, Jax miał i nic nie spadło.

BUTY DLA PSÓW

W sumie to koniec darów od firm (nie jesteśmy aż tak popularni), ale chciałam jeszcze napisać o psich butach, które były podarunkiem od osoby prywatnej. Czuję się w tej chwili ekspertem od psich butów, po tych 3 miesiącach na piachu, skałach, kamieniach, ostach, trawie, w górach, na plaży i betonie mogłabym napisać podręcznik do szycia psich butów. Jakbym tylko umiała szyć to bym je mogła sama nawet zrobić albo chociaż narysować jakbym umiała projektować. I musze dodać, żę absolutnie najgłupszą rzeczą było w ogóle pojechanie tam bez psich butów, co ja sobie myślałam…

No więc przede wszystkim absolutnie najgorsze co was może spotkać to buty firmy Ruffwear. NIe ma gorszego gówna i chciałabym powiedzieć, że te buty to jest kupa, dupa i na prawdę dużo innych równie nieprzyjemnych słów. Ruffwear to taka firma, co mi się wydaje, że to jest taki North Face psich firm, bardzo droga i ma z jakiegoś nieznanego mi  powodu taką renomę, że każdy chce to mieć, ale tak na prawdę powinno kosztować to wszystko połowę ceny bo jakościowo jest z nie jakieś tragiczne, ale z zupełnie średniej półki.

Dostaliśmy dwa buty Ruffwear od znajomej, za co bardzo dziękuję (miała tylko dobre intencje i chociaż dostała je za darmo). Już dzień przed rozpoczęciem hikingu, kiedy stacjonowaliśmy w Eilat na plaży Haj rozciął oczywiście opuszkę stając na rafie, tak jakby ściął czubek jednej z opuszek. Więc bandaż i musiał chodzić w bucie. Jak tylko ruszyliśmy to za jakieś 20 minut haj był bez buta, który próbowaliśmy odszukać, ale zsunął się w przepaść pełną szarych jak ten but kamieni. Pozostał nam drugi. Następnego dnia łapa była lepsza także czasami nie nosił buta w ogóle, a chyba jeszcze następnego dnia zaczęły się problemy ze startymi opuszkami u Jaxa. Miał on starą opuszkę tylnej łapy a Haj jeśli juz to ścierał przód. Więc tak wymienialiśmy buta z psa na psa. Po dwóch dniach (nie ciągłego noszenia) okazało się, że ma kolejną ranę na łapie tym razem od… buta. Ponieważ but ma niezwykle “inteligentny” system zapięcia na rzep, który to rzep jest zaciskany nie pomiędzy nadgarstkiem a łapą, a gdzieś blisko końca palca, tuż nad dużą opuszką, więc uciska bardzo mocno ciągle ruszające się palce… Rana była do krwi, do tej pory ma tam łyse miejsce. Żeby nie było, to później Jax nosił tego buta i po jednym dniu sam go sobie w trakcie hikingu ściągnął jakby coś go uwierało, patrzę a tam się leje krew, wielka rana w tym samym miejscu. But ma rozmiar na moje psy, przy czym Jax ma trochę mniejsza łapę niż Haj, więc nie można powiedzieć, że któreś miało za dużą łapę do buta. Za każdym razem kiedy tylko zakładałam ten but, wymiennie z butami innej firmy to pojawiały się okropne otarcia po jakiejś godzinie. Czytałam też na blogu 3wilki, że mieli dokładnie ten sam problem, musieli “tylko” kupić skarpetki dziecięce i zakładać pod but, żeby uniknąć otarć. Wspaniale, że buty za 400zł trzeba zaopatrzyć dodatkowo w skarpetki, bo inaczej nie da się ich używać. O ciągłym spadaniu nie wspomnę. Zaciśniesz za mocno- wielka rana i krew, za lekko- but spada.

Po KIlku dniach wróciłam autostopem do Eilat i kupiłam inne buty. Historia jest taka, że znajoma z Izraela dzwoniła po sklepach i pytała kto ma buty, jeden sklep miał te nieszczęsne Ruffwear (tyle że jeszcze krótsze…)i zamówiła mi je. Oczywiście zgubiłam się na miejscu 10 razy i każdy mówił mi co innego jak pytałam o adres, aż w końcu w tym zagubieniu zupełnie przypadkowo znalazłam się pod sklepem zoologicznym. Uznałam więc, że wcale się jednak nie zgubiłam i że to ten sklep, weszłam i zapytałam czy mają te buty co zamówiłam przez telefon, Pani powiedziała ze nikt nic nie zamawiał, ale mają buty. Były to jakieś pomarańczowe buty jakiejś nieznanej firmy i 4 kosztowały 150 złotych. Czyli ponad połowę mniej niż Ruffwear. Zobaczyłam, że są zapinane wyżej, na wysokości poniżej wilczego pazura, że mają dwa rzepy i gumową podeszwę więc je kupiłam. Buty były wspaniałe, milion razy lepsze niż to gówno Ruffwear. Spadły może dwa razy jak rzeczywiście źle je zapięłam. Mimo mocnego zapinania i tego, że były bardzo dobrze dopasowane (czasami mi się wydawało, że na Haja są nawet ciut za małe) nie powodowały żadnych otarć. Potem kupiłam jeszcze 4 więc miałam pełen zestaw dla dwóch psów. Po 3 miesiącach poprzecierały się na wysokości ponad dużą opuszką (kiedy się niedokładnie włożyło łapę psa albo jak miały za długie pazury, a buty były dokładnie wielkości ich łap to się ścierały trochę nad podeszwą gumową, bo pies jakby nie stawał tylko na podeszwie, ale bardziej płasko poza nią). Jak już się zrobiła dziurka to wiadomo, luzowały się/wydłużały i dziura się powiększała (co w efekcie nie było takie złe, bo była wentylacja he he). Jedyny minus jaki zarejestrowałam, to że w środku były podszyte czymś w rodzaju cienkiego polaru, więc mogły by być przystosowane na jednak cieplejsze dni, ale skoro do Ruffwearów trzeba dokupić skarpetkę to na jedno wychodzi. Po 3 miesiącach i jakichś 800 kilometrach każdy miał dziurę i nadawały się do wywalenia, ale umówimy się za tę cenę spodziewać się można większego gówna a były o dwa poziomy lepsze niż gówno Ruffwear. NO i to jednak 800km i tylko psie buty.Także jak ktoś wybiera się na dłuższą wędrówkę w trudny teren i chce kupić buty polecam wybrać coś a. z podeszwą gumową b. dłuższe mocowane na dwa rzepy ponad opuszkami i bez żadnych dziwnych szwów w środku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *