Meksyk cz. I

Wszystko co słyszeliście o Meksyku, o narkotykach, skorumpowanych policjantach, urzędnikach i o tym, że cię okradną, to prawda. Mimo, że jesteśmy na półwyspie Yucatan, raju z photoshopa dla basenowo-plażowych turystów, miłośników wody lazurowej, wokół której tak dużo jest wielkich jak wsie i miasteczka resortów, mimo tego wszystkiego zawsze jest w środku ten niepokój kiedy nocuje…

Pies w samolocie, czyli wszystko złe co może Ci się przytrafić.

Od czasu ostatniego wpisu przemieściliśmy się z Izraela do Portugalii, gdzie 3 miesiące pracowałam w hotelu dla psów i jakby ktoś wpadł na taki pomysł jak ja to polecam jednak brać taka robotę raczej na miesiąc. Koniec końców nowa przygoda, przetransportowaliśmy się do Meksyku z zamiarem kupna samochodu i zjechania w dół aż do Argentyny….

Z psami w Izraelu. Czy da się i jak?

Chciałam Wam napisać o tym jak to jest zabrać psa do Izraela (chociaż nie wiem po co ktoś miałby to robić, pewnie też nikt nie ma takich pomysłów i marzeń), jak tam się z psem żyje, przemieszcza, czy jest bezpiecznie, ile kosztuje to wszystko z psem. Postaram się aby nie było nudno!   WŚCIEKLIZNA O…

Dary losu czyli recenzje produktów (psie plecaki, buty, miski, suple)

Wróciliśmy z Izraela. Trzy miesiące spędzimy teraz w Portugalii, gdzie będę pracować w hotelu i szkole dla psów w małej wsi zarabiając na nasze bilety do Meksyku. Mam wreszcie laptopa i internet (gdyby ktoś rozważał zabranie w długa podróż tabletu i klawiatury na bluetooth aby zminimalizować wagę swojego plecaka o pół kilo to serdecznie odradzam,…

O psie, który zostaje i życiu w warszawskiej kamienicy.

Chciałam najpierw napisać krótka notkę na Facebook, ale jak mi to przyszło do głowy to zaraz przyszło mi do głowy tak dużo zdań i historii, że to by się na Facebooku po prostu nie zmieściło. Jak niektórzy wiedzą, mam 3 psy, a jadę tylko z dwoma i ten wpis, jest o tym trzecim piesku, który zostaje….

Mannheim to raj.

Na dwa tygodnie, w okolicach świąt wybrałam się z moim chłopakiem w jego rodzinne strony, ta mała miejscowość, z której pochodzi ma tak długą nazwę (jak wszystko w języku niemieckim), że nie jestem w stanie jej nawet przepisać a co dopiero wymówić, ale znajduje się w okolicach Kolonii, Frankfurtu (już mniejszych miast nie będę wymieniać)…

Rzucam wszystko i wyjeżdżam. Zabieram dwa psy.

Nie chce wyjść na jedną z tych osób, które po przepracowanych 10 latach w wielkiej korporacji, przy 5 w porywach do 4 godzinach snu dziennie i płaceniu 5 tysięcy złotych za wynajem kawalerki na Placu Zbawiciela postanowili rzucić to wszystko, wyjechać stopem do Mongolii a potem kupić małą farmę na Kostaryce i nawlekać ziarna kakaowca…